Co wolno zebrać w górach? Jagody, zioła i granice odpowiedzialnej obserwacji w Górach Izerskich i Karkonoszach
Dwa sąsiednie parki narodowe dzielą Karkonosze, ale nie obowiązują w nich identyczne zasady zbierania. Ten praktyczny przewodnik wyjaśnia, gdzie kończy się legalny zbiór, jak rozpoznawać borówki, maliny i żurawinę oraz dlaczego torfowisko najlepiej oglądać z wyznaczonej trasy.
Dwa sąsiednie parki narodowe dzielą Karkonosze, ale nie obowiązują w nich identyczne zasady zbierania: po polskiej stronie nie wolno zbierać owoców leśnych, roślin ani grzybów, a po czeskiej stronie zbiór na własny użytek może być dopuszczalny poza wyznaczonymi strefami spokoju i pod warunkiem, że nie niszczy runa.[1] To różnica, która zmienia plan wycieczki bardziej niż sama granica na mapie.
W Górach Izerskich sytuacja także nie sprowadza się do prostego „wolno” albo „nie wolno”. Inaczej traktowany jest las gospodarczy, inaczej rezerwat, park narodowy, obszar Natura 2000 czy torfowisko. Dlatego koszyk na jagody nie powinien być pierwszym elementem wyposażenia. Najpierw trzeba wiedzieć, gdzie się jest.
Dwa parki, dwa porządki prawne
Na terenie Karkonoskiego Parku Narodowego przyjmijcie zasadę bez wyjątków praktycznych: niczego nie zrywamy i nie zbieramy. Ogólne przepisy dotyczące parków narodowych zakazują zrywania i niszczenia roślin oraz runa leśnego, a także zbierania owoców i grzybów; ewentualne wyjątki mogą dotyczyć wyłącznie miejsc wskazanych przez dyrektora parku.[1] Zwykły szlak, pobocze ścieżki czy krzew rosnący tuż przy ławce nie stają się przez to miejscem do zbioru.
To ważne zwłaszcza w czasie sezonu na borówki. W polskim KPN można fotografować borówczysko, rozmawiać o jego mieszkańcach i pokazać dzieciom różnicę między borówką czarną a brusznicą. Nie można jednak napełniać kubka owocami ani wykopywać rośliny do ogrodu.
Po czeskiej stronie, w Krkonošskim národním parku, przepisy są bardziej zniuansowane. Zbiór owoców leśnych na własny użytek może być dozwolony, ale nie w klidových územích, czyli strefach spokoju, gdzie poruszać się można wyłącznie po oznakowanych trasach. W praktyce oznacza to, że nawet tam, gdzie zbiór jest prawnie dopuszczalny, nie wolno schodzić w teren tylko po to, by dotrzeć do większego płatu jagód. Nie wolno też łamać gałęzi, uszkadzać krzewinek ani prowadzić zbioru na skalę handlową. Układ stref i ograniczeń ruchu po czeskiej stronie jest odrębny od polskiego, dlatego przed przejściem granicy trzeba sprawdzić aktualne oznakowanie.[2]
Poza parkami narodowymi polskie lasy Skarbu Państwa są udostępniane do zbioru płodów runa na potrzeby własne, z uwzględnieniem zakazów wstępu i lokalnych ograniczeń. Ustawa zabrania między innymi zbierania w oznakowanych miejscach zabronionych oraz niszczenia roślin. Zbiór ma być ręczny; narzędzia, grzebienie i „maszynki” uszkadzające krzewinki borówki są niedopuszczalne.[3]
Park Krajobrazowy Gór Izerskich nie jest automatycznie synonimem pełnego zakazu zbioru, ale jego nazwa również nie daje turystom bezwarunkowego pozwolenia. Liczy się dokładna lokalizacja: rezerwat, las, torfowisko, obszar z zakazem wstępu, siedlisko chronione albo teren objęty czasowym ograniczeniem. Jeśli nie potraficie wskazać na mapie, jaki reżim ochronny obowiązuje w danym miejscu, najbezpieczniejszą decyzją jest obserwacja bez zbioru.
Jagoda jadalna nie zawsze jest jagodą do koszyka
Rośliny owocowe Gór Izerskich i Karkonoszy są dobrym materiałem do nauki rozpoznawania, ale złym pretekstem do testowania własnej pamięci. Kolor owocu nie wystarcza. Liczą się liście, pokrój krzewinki, miejsce występowania, pora roku i cechy całej rośliny.
Borówka czarna
Borówka czarna tworzy rozległe płaty w borach, na prześwietleniach i w części siedlisk torfowiskowych. Ma drobne, opadające na zimę liście, zielone pędy i ciemnoniebieskie lub niebieskoczarne owoce z fioletowym miąższem. W Karkonoszach jest jednym z charakterystycznych składników borówczysk, obok borówki brusznicy i borówki bagiennej.[4]
To właśnie ona najczęściej uruchamia pomysł „nazbieramy na naleśniki”. Jeśli znajdujecie się w lesie gospodarczym poza obszarem z zakazem, zbiór na własny użytek może być dozwolony. Zbierajcie wyłącznie ręcznie, bez wyrywania pędów i bez rozgarniania ściółki. W KPN — nie zbierajcie wcale.
Brusznica, żurawina i borówka bagienna
Borówka brusznica ma czerwone owoce i skórzaste, zimozielone liście. Rośnie na kwaśnych glebach w borach, wrzosowiskach i na części torfowisk. Żurawina błotna jest związana przede wszystkim z mokradłami; jej pędy płożą się nisko po podłożu, a czerwone owoce pojawiają się w środowisku, do którego nie powinno się wchodzić bez wyznaczonej kładki lub trasy.
Borówka bagienna może przypominać borówkę czarną, szczególnie osobie, która patrzy wyłącznie na owoc. To dobry przykład rośliny, przy której nie należy stosować metody „spróbuję i zobaczę”. Jeśli nie rozpoznajecie całego krzewu, zostawcie jagodę na miejscu. W terenie podmokłym dodatkowym problemem jest nie tylko identyfikacja, lecz także ryzyko zniszczenia delikatnego podłoża.
Malina i jeżyna
Maliny pojawiają się przede wszystkim na polanach, skrajach lasu i w miejscach, gdzie drzewostan został rozrzedzony. Ich owoc składa się z drobnych kuleczek, a dojrzała malina zwykle łatwo oddziela się od dna kwiatowego. Jeżyny są podobne pod względem budowy owocu, ale ich pędy są najczęściej bardziej rozłożyste i kolczaste. W obu przypadkach warto zachować umiar: nie łamać pędów, nie przeciskać się przez gęste zarośla i nie wchodzić poza dozwolony teren.
Malina moroszka — obserwacja zamiast pamiątki
Na wysokich, wilgotnych stanowiskach można spotkać rośliny o znaczeniu znacznie większym niż ich kulinarna atrakcyjność. Malina moroszka jest reliktem polodowcowym związanym z karkonoskimi mokradłami. To nie jest „rzadka malina do znalezienia”, lecz element wyjątkowego siedliska. Jeżeli ją zauważycie, najlepszym działaniem będzie zdjęcie, notatka i odejście tą samą trasą.
Reguła dla rodzin: dziecko może wskazać trzy cechy rośliny, narysować liść albo sfotografować owoc. Nie powinno sprawdzać, czy „na pewno jest jadalny”, wkładając go do ust.
Zioła tradycyjne: rozpoznanie to nie pozwolenie
Górska tradycja zielarska jest częścią historii Karkonoszy i Gór Izerskich. Arnika, goryczki, krwawniki, macierzanki, pokrzywy i inne rośliny od dawna pojawiają się w opowieściach o domowych naparach, maściach i aptekarstwie. Dziś ta tradycja powinna prowadzić przede wszystkim do edukacji, nie do samodzielnego pozyskiwania roślin z dzikich stanowisk.
Polskie przepisy rozróżniają gatunki objęte ochroną ścisłą, częściową oraz te, których pozyskanie może być dopuszczone na określonych zasadach i za zezwoleniem. Wobec roślin chronionych obowiązują między innymi zakazy umyślnego niszczenia, zrywania, uszkadzania, pozyskiwania i zbioru.[5] Sama informacja, że dana roślina ma zastosowanie tradycyjne albo lecznicze, nie zmienia jej statusu prawnego.
W wysokich partiach Karkonoszy rosną między innymi tojad, ciemiężyca, naparstnica i inne rośliny, których nie należy traktować jako składników domowej herbaty. Naparstnica jest rośliną silnie toksyczną, a jej zastosowanie farmaceutyczne nie oznacza, że nadaje się do samodzielnego przygotowywania preparatów. To samo dotyczy roślin, których liście przypominają bezpieczne gatunki łąkowe lub zioła kuchenne.
Najbezpieczniejszy zielnik powstaje bez zrywania. Zapiszcie nazwę zwyczajową, jeśli ją znacie, miejsce występowania, kolor kwiatu, kształt liścia i wysokość rośliny. Zróbcie zdjęcie całego okazu oraz zbliżenie liścia. Jeśli identyfikacja jest ważna, sprawdźcie ją później w atlasie botanicznym albo zapytajcie edukatora. W przypadku rośliny nieznanej nie dotykajcie jej bez potrzeby, a przed jedzeniem własnej przekąski umyjcie ręce.
Dobrym miejscem do nauki jest ogród roślin lub centrum edukacyjne, gdzie gatunki można oglądać w kontrolowanych warunkach. W rejonie Świeradowa-Zdroju taką funkcję pełni między innymi Izerska Łąka — Centrum Edukacji Ekologicznej. To rozsądniejszy sposób poznawania ziół niż tworzenie kolekcji z torfowiska.
Torfowisko nie jest łąką do przejścia
Hala Izerska i inne mokradła Gór Izerskich przyciągają właśnie dlatego, że różnią się od zwykłego lasu. Nie są jednak otwartą przestrzenią, po której można chodzić między kępami roślin. Torfowisko powstaje w warunkach dużego uwodnienia, kwaśnego i ubogiego środowiska, w którym obumarła materia rozkłada się bardzo wolno i odkłada w postaci torfu.[6]
To oznacza, że pojedynczy ślad buta nie jest neutralny. Wgnieciona kępa torfowca może wyschnąć, rozdeptane zagłębienie może zmienić odpływ wody, a zejście kilku osób z trasy szybko tworzy boczną ścieżkę. Na takich siedliskach rosną gatunki związane z mokradłami, w tym żurawina, borówka bagienna, modrzewnica, bażyna i różne turzyce. W Karkonoszach torfowiska są także miejscem występowania reliktów polodowcowych.[4]
Nie wchodźcie więc na torfowisko po jagodę, nie klękajcie wśród roślin do zdjęcia i nie przesuwajcie kęp, aby odsłonić owoc. Jeśli ścieżka prowadzi kładką, kładka jest częścią ochrony siedliska, a nie przeszkodą w dotarciu do „lepszego” miejsca.
Podobna zasada dotyczy wysokogórskich muraw i ziołorośli. Krótki sezon wegetacyjny, silny wiatr, mróz i ubogie podłoże sprawiają, że rośliny rosną tam wolniej i mają mniej możliwości odbudowy po uszkodzeniu. W Karkonoskim Parku Narodowym część muraw ulega degradacji wskutek wydeptywania.[4] Nawet jeśli pojedynczy okaz wygląda pospolicie, nie warto sprawdzać, ile takich roślin „może zniknąć bez szkody”.
Karta obserwatora: zdjęcie zamiast okazu
Przed wyjściem
- Sprawdźcie, czy trasa przebiega przez park narodowy, rezerwat, obszar Natura 2000, las gospodarczy albo teren z czasowym zakazem wstępu.
- Po czeskiej stronie zwróćcie uwagę na oznaczenia klidových území i nie zakładajcie, że zasady z polskiej strony obowiązują tam w identycznej formie.
- Zabierzcie telefon z aparatem, mały notes i ołówek. Koszyk zostawcie na później — chyba że dokładnie wiecie, że znajdujecie się w miejscu, gdzie zbiór jest dozwolony.
Na miejscu
- Fotografujcie z trasy. Zamiast podchodzić do rośliny, użyjcie zoomu albo wykadrujcie cały fragment siedliska.
- Zróbcie trzy zdjęcia: całej rośliny, liścia lub łodygi oraz kwiatu albo owocu. Sama fotografia jagody często nie wystarcza do rozpoznania.
- Zapiszcie datę, przybliżoną wysokość, typ siedliska i informację, czy roślina rosła w lesie, na polanie, przy potoku czy na torfowisku.
- Nie zrywajcie kwiatów do bukietu, nie zabierajcie nasion, nie wykopujcie sadzonek i nie twórzcie prywatnych zielników z roślin chronionych lub niepewnie rozpoznanych.
- Jeśli widzicie rzadką roślinę, nie publikujcie dokładnej lokalizacji w sposób, który może sprowadzić tam kolejne osoby z zamiarem zbioru.
Po wycieczce
Porównajcie zdjęcia z atlasem, stroną parku albo materiałami centrum edukacyjnego. Jeśli okaz nadal pozostaje niepewny, nie wykorzystujcie go kulinarnie ani leczniczo. W botanice „nie wiem” jest prawidłową odpowiedzią; w kuchni może być niebezpieczna.
Dwa parki po obu stronach Karkonoszy rzeczywiście stosują różne zasady zbierania. Wspólna dla nich powinna być jednak prostsza reguła: roślinę można poznać bez posiadania jej na własność. W Górach Izerskich i na Hali Izerskiej najlepszą pamiątką pozostaje dobrze wykonane zdjęcie, dokładna notatka i pewność, że po naszej wizycie siedlisko wygląda tak samo jak przed nią.